Mają omamy i urojenia. Żyją pomiędzy światem rzeczywistym, a światem własnych halucynacji. Czują się samotni, zagrożeni, niezrozumiani przez najbliższych. Ci, którzy zaufają lekarzom i podejmą leczenie – mają szansę na powrót do normalnego życia.

Zuzanna Opolska, dziennikarka MedOnet.pl

Już Jean Giono zauważył, że ze strachu, jaki przeżywamy można całkiem przyjemnie żyć, trzeba tylko o nim pisać. O psychiatrii mówimy i piszemy w sposób nieśmiertelny. Pacjent psychiatryczny to świr, wariat, bzik, czubek i popapraniec. Z kolei szpital to wariatkowo, psychiatryk lub „kukułcze gniazdo”. Dlaczego ze współczuciem podchodzimy do chorego po zawale, a panicznie boimy się schizofrenika? Pierwszy dostaje leki, drugi jest nimi faszerowany. Pierwszy jest leczony, drugiemu pierze się mózg. Skąd bierze się naznaczająca narracja? Z niedoinformowania? Na pewno. Z krótkowzroczności? Niestety…  O tym jak łatwo znaleźć się poza kręgiem ludzi normalnych pisał Antoni Kępiński. Potencjalny pacjent to nasz sąsiad, znajomy z pracy, bliski i daleki krewny. I ty, i ja.

Ze względu na mnogość objawów schizofrenia nazywana jest chorobą królewską. Często dotyka umysły wybitne i niezwykłe. Na schizofrenię chorowali m.in. Nietzsche, Kant, Hegel, Strindberg. Czy choroba miała wpływ na geniusz twórczy artystów i naukowców? Prawdopodobnie tak – pod wpływem wizji spowodowanej schizofrenią mieli tworzyć malarze: Edward Munch, Alfred Kubin i Vincent van Gogh. Antoni Kępiński pisał, że objawy schizofrenii pozwalają ujrzeć wszelkie cechy ludzkiej natury w katastroficznych rozmiarach.

W Polsce ze schizofrenią zmaga się 385 tysięcy osób, przy czym połowa z nich nie otrzymuje właściwego leczenia. Średni wiek chorych w momencie diagnozy to 29 lat. Niby cały świat stoi przed nimi otworem, ale „wewnętrzny głos” skutecznie zamyka wszystkie drzwi. Nierzadko doprowadza do załamania się dotychczasowej linii życia, a w konsekwencji utraty jego sensu. Wielu pacjentów nie skończy studiów, nie zrobi kariery, nigdy nie założy rodziny. Po postawieniu diagnozy pracuje zaledwie 15%, a 61% jest na rencie.

Osoby chore na schizofrenię w Polsce traktowane są jak obywatele drugiej kategorii. Nie mówi się o ich chorobie. Nie leczy. Nie daje im się szansy na powrót do normalności. Odwrotnie zamyka w czterech ścianach i ukrywa przed światem, a choroba odciska silne piętno na ich bliskich. Jak pokazuje raport „Schizofrenia. Rola opiekunów w kreowaniu współpracy”, na jednego pacjenta ze zdiagnozowaną schizofrenią przypada dziesięć osób z jego najbliższego otoczenia. Opieka nad chorym w większości przypadków trwa od momentu pojawienia się pierwszych objawów i wynosi średnio dziewięć lat. W tym czasie ich opiekunowie zmieniają się w tzw. „cichych pacjentów”.

Schizofrenia to choroba przewlekła, przebiegającą z okresami nawrotów, zaostrzeń objawów i remisji, ale także, przy odpowiednim leczeniu, z momentami, kiedy pacjent nie ma zaburzeń. – Wśród moich pacjentów są tacy, którzy mimo choroby prowadzą normalne życie – pracują, spotykają się ze znajomymi, realizują swoje marzenia, żyją jak każdy z nas. Często nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele osób w naszym otoczeniu może zmagać się z chorobą taką, jak schizofrenia. Właściwie leczona, pozwala na normalne funkcjonowanie. Potrzebne jest im wsparcie. Rodziny, ale także całego społeczeństwa i otoczenie ich poczuciem, że mimo choroby są tacy jak my. Bo przecież są – podkreśla prof. dr hab. n. med. Agata Szulc, Klinika Psychiatryczna Wydział Nauki o Zdrowiu Warszawski Uniwersytet Medyczny, Prezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego

Schizofrenia nie jest wyrokiem. Można z nią żyć. Chorzy potrzebują jednak nie tylko szpitala, ale pomocy poza nim. A cała reszta? Zmiany myślenia o chorobach psychicznych. Tak, żeby we współczesnym świecie nie wznosić murów, tylko je burzyć.

 

Podobne posty